Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z szafy Ganobisa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z szafy Ganobisa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2012

Żywa Historia


Kilka miesięcy temu zostałem poproszony o napisanie artykułów do Gazety „OŚ” wydawanej przez Państwowe Muzeum Auschwitz- Birkenau, które miały nosić tytuł „Z Szafy Ganobis”. Miały przybliżyć nie tylko moje zbiory, które posiadam, ale również przekazać czytelnikowi, w jaki sposób je pozyskuje. Pisząc te felietony nie przypuszczałem, że zdobędą tylu czytelników. Mam sygnały, że czyta się je z niesamowitymi emocjami.
Cieszy mnie fakt, że mogę sobie w ten sposób przypomnieć jak kiedyś w dziwny dla mnie samego sposób pozyskiwałem przedmioty, na które patrzę prawie codziennie odwiedzając moje skromne muzeum. Kiedy pisze o tych wszystkich rzeczach i kiedy je widzę często skupiam się i potrafię sobie wyobrazić tamte czasy szkoda tylko, że nie mogę się w nie przenieść.
Życzę Państwu czytającym te felietony przeniesienia się razem ze mną w tamte czasy, klimaty życia, chociaż na momencik, bo nie wieżę, że przy dzisiejszych czasach, w jakich nam przyszło żyć chcielibyśmy się tam przenieść na zawsze.

Moje Felietony:


Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 50 (Czerwiec 2012)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 49 (Maj 2012)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 48 (Kwiecień 2012)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 47 (Marzec 2012)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 46 (Luty 2012)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 45 (Styczeń 2012)


Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 44 (Grudzień 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 43 (Listopad 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 42 (Październik 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 41 (Wrzesień 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 40 (Sierpień 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 39 (Lipiec 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 38 (Czerwiec 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 37 (Maj 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 36 (Kwiecień 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 35 (Marzec 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 34 (Luty 2011)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 33 (Styczeń 2011)


Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 32 (Grudzień 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 31 (Listopad 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 30 (Październik 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 29 (Wrzesień 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 28 (Sierpień 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 27 (Lipiec 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 26 (Czerwiec 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 25 (Maj 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 24 (Kwiecień 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 23 (Marzec 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 22 (Luty 2010)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 21 (Styczeń 2010)


Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 20 (Grudzień 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 19 (Listopad 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 18 (Październik 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 17 (Wrzesień 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 16 (Sierpień 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 15 (Lipiec 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 14 (Czerwiec 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 13 (Maj 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 12 (Kwiecień 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 11 (Marzec 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 10 (Luty 2009)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 9 (Styczeń 2009)


Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 8 (Grudzień 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 7 (Listopad 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 6 (Październik 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 5 (Wrzesień 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 4 (Sierpień 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 3 (Lipiec 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 2 (Czerwiec 2008)
Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 1 (Maj 2008)


piątek, 15 maja 2009

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 13

Ten przedmiot dostałem od znajomego. Kiedyś zaprosił mnie do swojego domu, gdzie na strychu trzymał sporo historycznych materiałów. Były to nie tylko rzeczy związane z naszym miastem, ale także różne dokumenty, zdjęcia i pamiątki rodzinne.

Wśród pudeł z korespondencją, natrafiłem też m.in. na listy z obozu Auschwitz, ale moją uwagę przykuł zwinięty w rulon kawałek papieru.

Po rozwinięciu niewielkiego kartonika okazało się, że jest to laurka z kolorowym rysunkiem i dedykacją. Na samej górze namalowano anioła, który leci ponad drutem kolczastym, rozsypując jedzenie z talerza. Tuż pod rysunkiem widnieje starannie wykaligrafowany napis: „Laurka”, a pod nim krótka sentencja: „Czy to w piekle, czy to w niebie zawsze kochać będziem ciebie”. Pod nią widnieją dwa nieczytelne podpisy i data: „8 maja 1940 r.”

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Z SZAFY GANOBISA - OŚ nr 12


Historia tych dwóch pieczątek jest niezwykła. Kilka lat temu na ulicy Berka Joselewicza stała jeszcze kamienica z czerwonej cegły – tzw. dom „Libra”. Z czasów młodości pamiętam doskonale zarówno ten dom, jak i jego dawnych mieszkańców. Kiedy budynek popadł już w ruinę, stał się miejscem zabaw młodzieży. Sam biegałem tam z kolegami, nie myśląc o niebezpieczeństwie, jakie tam może się wydarzyć.

Pewnego dnia w mieście rozeszła się informacja o znalezieniu skarbów w jednej z kamienic. Chodziło właśnie o „Librę”. W zrujnowanym budynku bawili się młodzi ludzie. W pewnym momencie zawalił się jeden ze stropów. Z góry posypały się na nich jakieś dziwne rzeczy. Były to pamiątki po społeczności żydowskiej Oświęcimia, choć nikt nie wiedział, co tak naprawdę znaleziono. Nikt też nie chciał o tym opowiadać. Chodziły nawet słuchy, że odnaleziono wówczas dywany, świeczniki, książki i tałesy. Mijały lata. Do synagogi w Oświęcimiu zgłosił się ktoś, kto poinformował, że posiada różne pamiątki związane z Żydami z Oświęcimia, które kiedyś z kolegami znalazł w domu z czerwonej cegły na ulicy Berka Joselewicza. Okazało się, że to jeden z moich kolegów, który wówczas nie chciał się do niczego przyznać. Zresztą kilka tygodni wcześniej kupiłem od znajomego kilka żydowskich pieczątek. Kiedy zacząłem pytać, on powiedział, że jest tylko pośrednikiem, a pieczątki na pewno pochodzą z Oświęcimia. Nie dawało mi to jednak spokoju. Po jakimś czasie zapytałem go ponownie. Choć nie powiedział, od kogo miał pieczątki, to potwierdził, że zostały one kiedyś znalezione w domu „Libra” na ulicy Berka Joselewicza. Zatem część owego tajemniczego znaleziska ujrzała światło dzienne i znajduje się w mojej kolekcji.

wtorek, 17 marca 2009

Z SZAFY GANOBISA - OŚ nr 11


W mojej szafi e jest sporo pamiątek związanych z historią Oświęcimia. Czasami jest mi trudno przypomnieć sobie pewne historie związane z danym przedmiotem. Moja kolekcja liczy obecnie około 1000 przedmiotów: zdjęć, pocztówek, dokumentów, butelek, etykiet... Każdy przedmiot ma swoją historię, którą udało mi się odkryć, lub którą dopiero odkrywam. Każdy z eksponatów, które posiadam, staram się ocenić i dowiedzieć się, gdzie przebywał, do kogo należał.

Dzisiaj chciałbym przedstawić pewną pamiątkę z czasów okupacji, ale znalezioną w Oświęcimiu na terenie Starego Miasta. A dokładniej mówiąc na terenie obecnej szkoły nr 3. Pewnego dnia mój teść oraz znajomy, który mieszka nieopodal tej szkoły, przechodzili przez teren szkoły. Na boisku szkolnym trwały właśnie prace związane z modernizacją nawierzchni. Idąc obok zwału ziemi, zauważyli jakieś dziwne tabliczki, które z niej wystawały. Pochylili się nad nimi i zaczęli je oglądać. Ku ich zdziwieniu zauważyli, że są to jakieś identyfikatory, na których są daty świadczące o czasach okupacji. Postanowili je zabezpieczyć. Zapytali ludzi, którzy wykonywali tam prace, czy mogą zabrać te blaszki. Dostali przyzwolenie, zabrali je i od razu przekazali je mnie. Zacząłem badać ich pochodzenie. Postanowiłem udać się do moich znajomych do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau i zapytać ich, co to może być. Usłyszałem, że są to matryce dokumentów więźniów przymusowych. Są tam ich nazwiska, daty urodzenia, miejsce pochodzenia, data przybycia. Matryce są wykonane z blachy i mają wytłaczane napisy. Udało mi się ustalić, co się znajdowało w czasie wojny w budynku, obok którego matryce znaleziono. Nie wiem jednak, jakim cudem się tam znalazły, co jest kolejną zagadką, którą mam nadzieję, kiedyś rozwiążę...

wtorek, 10 lutego 2009

Z SZAFY GANOBISA - OŚ Nr 10


Zbiornik, który przedstawiam na zdjęciu, pochodzi z dawnej fabryki Jakuba Haberfelda, która znajdowała się nieopodal oświęcimskiego Zamku przy wjeździe do miasta. Nie wiadomo, do czego zbiornik był przeznaczony. Wiadomo tylko, że jest w całości wykonany z miedzi. Znajduje się na nim niewielki napis Jakub Haberfeld Oświecim-Kęty.

Pamiętam jeszcze z czasów, kiedy pracowałem w dawnej fabryce Haberfelda (w późniejszych latach Wytwórnia Wód Gazowanych i Rozlewnia Piwa), że takie zbiorniki znajdowały się na jej obiekcie, lecz wtedy nie zwracałem na nie uwagi. Mój wzrok przykuwały wówczas butelki z dawnej fabryki Haberfelda.

Od tamtej pory minęło sporo czasu i pewnego dnia sąsiad poinformował mnie, że ma w swojej piwnicy zbiornik z miedzi wykonany w Bielskiej wytwórni (świadczył o tym niewielki napis na spodzie zbiornika reklamujący tę firmę). Ale poinformował mnie, że pewnie nie będę zainteresowany nim, bo przecież ja zbieram tylko pamiątki z Oświęcimia. Zgodziłem się z nim, ale powiedziałem, że współpracuję z różnymi kolekcjonerami z całej Polski i bardzo chętnie zbieram też inne przedmioty z innych miast na wymianę. Któregoś dnia poszedłem do niego po zbiornik i faktycznie na spodzie znajdowało się logo Bielskiej firmy, która go wyprodukowała. Jednak największe moje zdziwienie było, gdy zobaczyłem, że na zbiorniku jest emblemat z fabryki Jakub Haberfeld Oświęcim. Ucieszyłem się z tego bardzo, tym bardziej że pamiętałem je z dawnych lat i nie zabrałem go wówczas do swojej kolekcji. Ale jak to się często mówi „nic w przyrodzie nie ginie”. Jest to kolejny przykład z mojej kolekcji, że pewne przedmioty związane z historią Oświęcimia, które gdzieś mi umykały, jednak powracają.

piątek, 16 stycznia 2009

Z Szafy Ganobisa - OŚ Nr 9


Pewnego dnia jeden z mieszkańców Oświęcimia dowiedział się, że zbieram stare eksponaty związane z historią Oświęcimia. Postanowił się ze mną skontaktować – chciał mi przekazać stary dokument należący niegdyś do jego ojca.

Dokument przedstawia zaproszenie na zabawę w hotelu „Herz”. Był to hotel mieszczący się w Rynku w budynku z XIX wieku, przebudowanym w czasie okupacji. Hotel gościł różne znakomitości, m.in. 7 lutego 1915 r. z okazji obchodów rocznicy powstania styczniowego zawitał tam Józef Piłsudski. Wielu wspominało o tym, że w hotelu znajdowała się piękna reprezentacyjna sala. W okresie międzywojennym odbywały się tam spotkania i zabawy, na które schodzili mieszkańcy Oświęcimia i okolic. Zabawa, na którą zapraszano na dokumencie, odbyła się 9 listopada 1929 r. Dziś w miejscu dawnego hotelu „Herz” jest apteka.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

„BARWINEK” KOŹNIEWSKIEGO - OŚ Nr 8


Reklamę tę kupił dla mnie kolega, który odwiedził giełdę staroci. Wiedział, że interesuję się historią Oświęcimia, więc gdy przechodził obok jednego ze straganów i zobaczył logo „Barwinek”, a poniżej „Oświęcim”, od razu kupił reklamę.

Folder przedstawia reklamę fabryki papy Emila Kuźnickiego.
Nie wiedziałem nic na temat tej przedwojennej fabryki, więc bardzo się ucieszyłem. Jest to dość nietypowa forma, jeśli porównamy ją z dzisiejszymi reklamami. Dwóch panów rozmawia, jeden zachwala produkt drugiemu i ten ich dialog jest bardzo nietypowy. Takiego języka reklamowego dzisiaj już nie ma. Wówczas było to rozwiązaniem nagminnym. Teraz zresztą stary typ reklam powoli powraca, choć może nie jest to jeszcze zbyt popularne. Na temat samej fabryki Kuźnickiego wiadomo niewiele, może dlatego że mieściła się ona nieco na uboczu miasta Oświęcim. To chyba nie był bardzo duży zakład. Kilka lat temu udało mi się jeszcze zdobyć dokument firmowy fabryki z 1938 r. z pięknie malowaną ryciną.

Niedawno w Izraelu zmarł wnuk Emila Kuźnickiego, Adam Druks. Był on przewodniczącym Związku Oświęcimian i przez wiele lat przyjeżdżał do Oświęcimia. Odwiedzał wówczas także m.in. starą fabrykę dziadka, po której bardzo chętnie oprowadzał go ówczesny prezes. Druks natomiast opowiadał mu o Kuźnickich i o historii fabryki. Druks próbował nawet odzyskać zakład, ale mu się to nie udało, bo był on już wtedy upaństwowiony. Budynek zresztą do dziś stoi na terenie gminy Brzezinka. Niedawno nabyli fabrykę nowi właściciele, którzy dalej produkują tam papę.

sobota, 15 listopada 2008

TRUCIZNA Z AUSCHWITZ? - OŚ Nr 7

Działo się to nie tak dawno, we wrześniu tego roku. Zadzwonił do mnie znajomy z Oświęcimia, który powiedział: Mirek, przyjedź do mnie, mam coś dla ciebie – znalazłem coś z czasów okupacji i mam tego całe wiadro. Byłem zaskoczony. Postanowiłem od razu pojechać do niego i zobaczyć, co to jest.
Puszki ze środkiem grzybobójczym „Ceresan”


W garażu znajdowało się naczynie przypominające garnek do prażonych, a w nim było pełno jakichś puszek. Zaczęliśmy z córką znajomego przeglądać te pudełeczka. Okazało się, że jedne wykonane są z papieru, inne z metalu, a prawie wszystkie są oryginalnie zamknięte za pomocą taśmy naklejonej na wieczka. Na wieczku napis, „Bayer”. Etykiety były napisane w języku niemieckim. Przeczytałem tylko napis „Ceresan” oraz miejsce produkcji: Lewerkusen. Na etykietach były namalowane trupie czaszki. Kolega powiedział, że znalezisko pochodzi z czasów okupacji niemieckiej i zostało przyniesione z IG Farbenindustrie Auschwitz.

Pierwsze skojarzenie: to jakiś środek, który mógł być wykorzystywany do doświadczeń na więźniach. Jedno pudełko było otwarte, więc zajrzałem do środka. Była tam dziwna substancja – różowy proszek. Wróciłem do domu i włożyłem wszystko do szczelnego pudełka. Zacząłem poszukiwania. Okazało się, że był to środek grzybobójczy na bazie dużej ilości rtęci. „Ceresan”. Znalezisko trochę mnie przeraziło. Nadal pozostaje wiele pytań i zagadek. Do czego był stosowany w IG Farben? Jak się znalazł w domu mojego znajomego? Co to tak naprawdę jest?

Mirosław Ganobis.

piątek, 10 października 2008

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 6

Sławomir Staszak był znanym w naszym mieście kolekcjonerem pamiątek związanych z Oświęcimiem. Był także moim przyjacielem. Pewnego razu pokazał mi reklamę, informując, że jest to jego nowy nabytek

Zapomniałem o tej sprawie. Któregoś dnia dowiedziałem się od jego mamy, że Sławek nie żyje. Był to wielki szok dla mnie, ale i strata dla naszego miasta. Przez długi czas zastanawiałem się, co stanie się z jego bogatą kolekcją, ale nie miałem odwagi zapytać jego mamę, jakie będą dalsze losy tych zbiorów. Minęło kilka lat i dowiedziałem się, że kolekcja została sprzedana do przyszłego Muzeum Miasta Oświęcim. Przez cały czas myślałem o jej odkupieniu, ale nie miałem odwagi zapytać o to Pani Staszak. Jak tylko czas mi pozwala, odwiedzam ją i czasami siedzimy w pokoju jej syna, wspominamy go oraz to, co robił. Pewnego razu mama Sławka powiedziała, żebym sprawdził, czy nie ma jeszcze jakichś pozostałości po pamiątkach z Oświęcimia. Nie bardzo wiedziałem, gdzie szukać, bo na półkach stało sporo książek, gazet i innych dokumentów. Jak wśród nich odnaleźć to, co mnie interesuje i dotyczy historii miasta? Postanowiłem jednak spróbować, wiedząc, że jest to moja jedyna szansa na zabezpieczenie tych materiałów. Zacząłem przeglądać gazetę po gazecie. Trzeba było robić to spokojnie, bo pisma mogły zawierać coś istotnego na temat Oświęcimia, a i do środka gazet mogło być coś włożone. Potem przeglądałem książki i tak minął cały dzień. Po kilku godzinach miałem już dosyć szukania, ale się nie poddawałem. Nie pamiętam dokładnie, gdzie leżał prospekt Biura Podróży Zofii Biesiadeckiej, alew którymś momencie trafiłem na tę reklamę. Myślę, że ona tam na mnie czekała i to właśnie w moje ręce miała trafić – przez dom i pokój Sławka przewinęło się sporo kolekcjonerów i kupców staroci, którzy przyjeżdżali do Pani Staszak, aby odkupić to, co pozostało po kolekcji. Przez cały czas czuję jednak niedosyt i mam przeczucie, że powinienem tam wrócić i jeszcze czegoś poszukać...

poniedziałek, 15 września 2008

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 5

Kiedyś, w jednym z domów w Brzezince, zostały znalezione dwie stare książki z dedykacją: „Na 35. urodziny dla Artura Lehmanna od kolegów z załogi – Auschwitz 5.4.1943 r.”, oraz: „Na 36. urodziny od kolegów i komendanta - Monowice 5.4.1944 r.”. Tak się złożyło, że książka trafi ła do kolegi, który prowadzi antykwariat, a potem do mojej kolekcji

– pomogli mi pracownicy Muzeum Auschwitz-Birkenau pan dr Piotr Setkiewicz i pan dr Adam Cyra. Znaleźli Lehmanna w bazie danych. Okazało się, że pracował w Auschwitz, a potem w Monowicach – był tam wartownikiem. Jednak imię się nie zgadzało. W bazie widniał „Antoni”, pracownicy PMA-B stwierdzili, że nastąpił błąd przy przepisywaniu imienia. W bazie widniała nawet informacja, że dostał karę za palenie papierosów na służbie. Czy on mieszkał w tym domu? Czy komuś pożyczył te książki? Tego nie udało mi się dowiedzieć. Postanowiłem odnaleźć ten dom oraz właścicieli i spróbować dotrzeć do informacji, co za Niemiec tam mieszkał. Nikt jednak nie pamiętał nazwiska tego człowieka, jednak ludzie pamiętali, że ich stamtąd wysiedlono, a na ich miejsce przyszedł właśnie Niemiec. Postanowiłem skontaktować się z panią Jadwigą Kulesza z działu Archiwum w PMA-B, w sprawie dotarcia do nazwiska Niemca, który mieszkał w tym domu, ale nie udało się zdobyć wiele informacji. To „znalezisko” dowodzi, że pomimo tragedii, która się wydarzyła w Auschwitz – wartownicy prowadzili „normalne” życie. Dawali sobie prezenty z okazji urodzin. Pomyślałem, ze warto byłoby odnaleźć jego rodzinę. Uznałem, że spotkanie się z nimi jest bardzo ważne. Dowiedziałbym się, kim był, co się z nim stało. Jednak bardzo trudno jest znaleźć jego rodzinę, bo w bazie jest tylko data urodzenia, bez miejsca. To utrudnia odnalezienie. Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.

piątek, 15 sierpnia 2008

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 4

W znajdowaniu różnych pamiątek i skarbów często działa przypadek. Tak było ze srebrnym medalikiem, który znalazł się w mojej kolekcji. Jego historia jest niezwykła. Został znaleziony w Birkenau. Nikt nie pamięta przez kogo, ale wiadomo, że ten, kto go znalazł, przyniósł go do jubilera i sprzedał. Tak się złożyło, że mój kolega pracował w zakładzie jubilerskim, do którego medalik trafi ł. Kolega odkupił go od właściciela zakładu i zachował. Kilka lat później przypomniał sobie, że ja zbieram różne stare rzeczy i zapytał, czy nie chciałbym go od niego przyjąć w prezencie. Oczywiście się zgodziłem, bo jako eksponat – medalik ma wielką wartość historyczną.

W czasie wojny podobne medaliki otrzymywały dzieci żydowskie, które były wywożone do obozów. Widać, że to medalik wykonany prymitywną techniką. Kształtem przypomina serce. Po jednej stronie wyryty jest napis w języku jidysz. Dowiedziałem się, że jego treść oznacza: Niech Cię błogosławi i darzy szczęściem. Nie wiadomo, kim był jego właściciel i nie wiadomo też, jak znalazł się na terenie Birkenau. Czy ktoś go upuścił? Zgubił? A może umyślnie wyrzucił, żeby pozostał po nim ślad? Nie wiadomo. Jego historia to dzieło przypadku. Mógł już dawno zostać przetopiony, oddany komuś. Jednak gdzieś się zachował i w ten sposób trafi ł do mojej kolekcji

wtorek, 15 lipca 2008

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 3

Żółta tablica z czarnym napisem „Auschwitz. Okręg Bielski” to ewenement. Nikt, nawet w Muzeum, takiej tablicy nie ma. Nikt nie pamięta jak wyglądała. Nie zachowały się żadne zdjęcia, które szczegółowo pokazywałyby tablicę. Kilka lat temu podczas kręcenia sceny do filmu historycznego BBC był problem z uzyskaniem informacji, jak wyglądały tablice z czasów okupacji. Nikt nie potrafił wtedy odpowiedzieć na to pytanie.



Historia tej tablicy jest niezwykle przypadkowa. Znalazłem ją, stojąc na drabinie na terenie gospodarstwa u pewnej kobiety, w której domu montowano okna. Zauważyłem kawałek blachy z tłoczonymi literami. Z początku nie wiedziałem, co przedstawia napis, bo była odwrócona, ale po chwili odczytałem tłoczenie: Auschwitz. Okręg Bielski. Tablica była zgięta i pochodziła z czasów okupacji. Poszedłem do właścicielki, u której znalazłem tę blachę, i zapytałem, skąd ją ma. Okazało się, że po odejściu Niemców jej mąż zdemontował z pachołka tablicę z nazwą miejscowości. Przez lata leżała w szopie jako pamiątka, do momentu, kiedy została zgięta w pół i przykryto nią ul, stojący na terenie gospodarstwa. Całe szczęście, że była zamontowana odwrotnie, dlatego napisy przetrwały ponad 60 lat. Przez całe lata była dachem. Otrzymałem ją za darmo. Chciałem wyprostować, ale jednocześnie nie chciałem jej uszkodzić. Rozpaliłem ognisko, zacząłem opalać i odrdzewiać. W końcu udało mi się ją wyprostować.

niedziela, 15 czerwca 2008

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 2

Moja historia zbierania butelek i etykiet z fabryki Haberfelda zaczęła się w nietypowy sposób. Mój ojciec, który tam pracował, któregoś dnia przyniósł do domu fragment etykiety i jedną butelkę znalezioną w czasie porządków na strychu fabryki.


Od razu zainteresowałem się, czy można zdobyć więcej butelek, ale było to niemożliwe – obcy nie mogli wchodzić na teren zakładu. Postanowiłem spróbować dostać tam pracę. Okazało się, że konwojent potrzebował pomocnika. Po miesiącu pracy poprosiłem kierowniczkę, żeby wpuściła mnie na strych. Po wielu namowach dostałem klucz. Odkryłem, że nad wysprzątanym już strychem była jeszcze nadbudowa, coś w rodzaju mniejszego strychu, który pozostał nietknięty. W kącie, pośród sterty zbutwiałych dokumentów, stała szafka z zakurzonymi butelkami. Niektóre miały zniszczone etykiety, jednak po wyjęciu wierzchniej warstwy ukazał się rząd nietkniętych butelek. Kierowniczka zgodziła się, żebym je zabrał. Po jakimś czasie znowu wszedłem na strych i znalazłem jeszcze kilka butelek z nieznanymi mi wcześniej etykietami. Wszystkie butelki i etykiety w mojej kolekcji są przedwojenne. Większość pochodzi od mieszkańców Oświęcimia lub z samej fabryki. W zbiorach jest około 80 butelek i 100 etykiet z fabryki Haberfelda − to jedna z większych tego typu kolekcji. Butelki są różne − po „prawdziwych sokach” i różnych alkoholach. Wiek etykiet jest trudny do ustalenia, ale na pewno pochodzą co najmniej z lat 20. XX w., ponieważ wtedy zamknięto strych, na którym były przechowywane. Butelki z alkoholem produkowanym w fabryce Haberfeldów docierały do wielu miejsc na świecie, m.in. na Kubę (Kuba Rum) i do Austrii (Kaiserschutze). Bardzo często zdobywały medale na światowych wystawach. Uwagę zwraca drewniana butelka po koniaku, a właściwie drewniana obudowa szklanej butelki. To dar jednego z pracowników fabryki, który dowiedział się o mojej pasji. Przyciąga wzrok, bo połączenie drewna i szkła jest bardzo nietypowe. Zamykana jest drewnianym korkiem.

piątek, 9 maja 2008

Z szafy Ganobisa - OŚ Nr 1


Rycina przedstawiająca fragment synagogi została namalowana przez Józefa Wójcika, mieszkańca Oświęcimia, który w czasie okupacji pracował w niemieckim Biurze Projektów, mieszczącym się w budynku naprzeciwko synagogi. Z okna biura na pierwszym piętrze widział budynek, który postanowił uwiecznić na rycinie. Na pierwszym planie widać fragment synagogi oraz jej wejście, które dziś już nie istnieje. Po lewej stronie widać fragment budynku, gdzie obecnie mieści się Bank Spółdzielczy. W oddali znajdują się zabudowania mieszkalne, a za nimi część Zamku z wieżą. Jeżeli Niemcy zauważyliby, że Wójcik maluje synagogę, na pewno szybko wysłaliby go do obozu. Malował więc po kryjomu, przez kilka dni, codziennie domalowując kolejne szczegóły. Rysował dla siebie. To był jego jedyny rysunek, ze strachu więcej już nie malował. Po wojnie malował na kamieniach różne wizerunki: obozu i miasta.